Blog

Jak się obrażać?

Autor: Marek Tokarz

Pewna moja znajoma otrzymała niegdyś kartkę z życzeniami imieninowymi. Nadawca bardzo serdecznie życzył jej tego, owego i jeszcze czegoś, a cały tekst zakończył kunsztowną frazą: „… oraz wyprostowania wszystkich ścieżek”. Za te właśnie metaforyczne słowa moja znajoma śmiertelnie się na ich autora obraziła. Ponieważ zupełnie nie mogłem pojąć, o co jej chodzi, wyjaśniła mi, że ten, kto te słowa napisał, bez wątpienia sądził, iż nie wszystkie dotychczasowe jej ścieżki są wystarczająco proste.

Trudno temu rozumowaniu odmówić pewnej logiki. Rzeczywiście, wyprostować można to jedynie, co przed operacją prostowania było choć trochę krzywe. Czy więc adresatka tej nieszczęsnej imieninowej kartki miała prawo poczuć się dotknięta? Odpowiedź w tej sprawie jest tylko jedna i brzmi ona: NIE.

Każde zdanie naszego języka, innych języków zresztą też, może być interpretowane na wiele różnych sposobów, których wybór należy do odbiorcy wypowiedzi. Interpretować zaś można wedle uznania: albo życzliwie, albo złośliwie. Z tego z kolei wynika, że przy odrobinie złej woli obrazić się można absolutnie o wszystko. Nawet jeżeli powiem coś zupełnie banalnego, np. że pada deszcz, że dwa i dwa to cztery albo, że Ziemia jest kulą, odbiorca – gdy tylko zechce może się w tym dopatrzyć zniewagi. Na przykład tak: czy ja aby nie próbuję zasugerować, że jest on tak głupi, że nie wie, ile wynosi dwa plus dwa i jaki kształt ma Ziemia?

Podobnie ma się sprawa z przytoczonymi wyżej życzeniami wyprostowana wszystkich ścieżek, które też można rozumieć jak się komu żywnie podoba. Służę paroma innymi sposobami ich interpretacji: Czemu „wszystkich”? Może adresatka wolałaby, aby niektóre z jej ścieżek pozostały nie wyprostowane. I czemu właśnie „ścieżek”, a nie „dróg”? Czy tu chodzi o jakieś rozmokłe ścieżki? Czyżby nadawca dawał do zrozumienia, że adresatka nie stąpa po pewnym, twardym gruncie? I po cholerę ten gość w ogóle pisze jakieś kartki? Nie ma nic lepszego do roboty, czy co?

Rozszczepianie włosa na czworo i doszukiwanie się we wszystkim różnych podtekstów i ukrytych znaczeń jest cechą niezwykle irytującą. Próby komunikacji z człowiekiem, który tak nerwowo reaguje na kierowane do niego wypowiedzi, to prawdziwa katorga. Trzeba uważać na każde słowo, jakby to była misja dyplomatyczna, a nie zwykła rozmowa. W żaden sposób nie da się bowiem przewidzieć, co takiego oburzy, obrazi, zgorszy. Boimy się wtedy powiedzieć cokolwiek. Zaczynamy zwracać przesadna uwagę na formę zdań, czyli na opakowanie, zamiast koncentrować się na treści, czyli na zawartości tego opakowania. W tych warunkach znika swoboda i spontaniczność, które są koniecznym warunkiem rzetelnej wymiany myśli. Mamy prawo oczekiwać od naszych rozmówców, że zapewnią nam przynajmniej minimum komfortu w konwersacji i nie będą się czepiać, gdy przydarzy się niezręczność, przejęzyczenie, gafa, co przecież przydarza się każdemu z nas od czasu do czasu.

Innymi słowy, mamy prawo oczekiwać od słuchacza, że nasze wypowiedzi będzie interpretować życzliwie, a nie złośliwie. Skoro jednak mamy takie prawo, to automatycznie mamy też obowiązek zapewnienia identycznego komfortu naszemu rozmówcy. Jemu też się nie spodobają alergiczne reakcje z naszej strony.

Pamiętajmy, że nie istnieje zdanie, które byłoby obraźliwe samo przez się. Zniewagę da się ubrać w pozornie uprzejme słowa i odwrotnie: najgorsze słowa można interpretować serdecznie, nie powodując konfliktów, o ile tylko słuchacz nie jest przewrażliwiony. Inna moja znajoma, gdy jest w wyjątkowo dobrym nastroju i chce pochwalić swojego męża, ma zwyczaj mówić do niego: „Och-żesz ty głupku” i jest to u niej dowód najwyższego uznania. (Tak naprawdę, mówi coś jeszcze gorszego; zmieniłem odpowiedni wyraz z przyczyn cenzuralnych).

O tym, czy wypowiedź jest uwłaczająca, czy nie, decyduje w zasadzie intencja, a nie dobór wyrazów. Obraźliwe jest to jedynie, co zostało wypowiedziane w tym właśnie celu, aby nas obrazić. Celowa obraza jest jednak czymś niezwykle rzadkim. Jeśli jest choćby cień szansy, że to, w słyszymy jest raczej nietaktownyrn potknięciem, niż zniewagą, lepiej zrobimy puszczając ten fragment mimo uszu. Za chwilę nam też zdarzy się coś podobnego i to my będziemy oczekiwać od swego rozmówcy litości. Krótko mówiąc, nie bądźmy obrażalscy.

A co zrobić z kimś, kto z kolei na nas się obraził za coś, co powiedzieliśmy bez najmniejszej intencji ubliżenia mu? Jeśli NA PEWNO nie mieliśmy na myśli niczego podłego, mam następującą radę: nie przejmować się. Skoro ten gość lubi się obrażać, niech się obraża ile dusza zapragnie. Ma on jakiś problem z osobowością. Być może jest to problem poważny, wymagający interwencji psychiatry. Jest to jednak jego problem, a nie nasz.

 

podziel się na:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp

ZAPISZ SIĘ NA STUDIA

Trwają zapisy na XXXIV edycję studiów podyplomowych "Psychologia Biznesu dla Menedżerów"
START
MARZEC 2020

polecane książki:

SZUKAJ NA BLOGU: