Blog

Kiedy tracimy rozum

Autor: Marek Tokarz

Nie myślimy tak sprawnie, jak byśmy chcieli. Nie myślimy nawet tak sprawnie, jak się nam wydaje. Przy wyciąganiu wniosków z rozgrywających się wokół nas zdarzeń popełniamy masę błędów, tworząc sobie fałszywy obraz świata.

Przykładem bardzo częstego wykroczenia przeciw logice jest powszechna skłonność, aby dopatrywać się związku przyczynowego tam, gdzie naprawdę mamy do czynienia tylko z przypadkowym zbiegiem okoliczności. Ktoś jakiś czas temu zaproponował świetne rozwiązanie problemu narkomanów w centrum Katowic: trzeba rozebrać fontannę przy ul. Stawowej, gdyż przy niej się oni gromadzą. W tym rozumowaniu Bogu ducha winna fontanna urasta do rangi przyczyny trudnego problemu społecznego, z którym nie ma ona nic wspólnego poza tym, że przypadkowo znalazła się w miejscu, za którym przepadają katowiccy ćpuni. A przecież żyjemy w wolnym kraju i ćpuni mogą się gromadzić przy czymkolwiek – nie musi to być akurat fontanna. Jak wszyscy wiemy, inna ciekawa grupa, tzw. „dziewczynek”, zbiera się przy ul. Bankowej, w okolicach uniwersytetu, co przydaje tej instytucji blasku i urody. Dla rozwiązania problemu prostytucji trzeba będzie chyba uniwersytet zburzyć.

Poważne błędy popełniamy nawet wtedy, gdy nic nam w myśleniu nie przeszkadza. Gdy zaś okoliczności złośliwie się sprzysięgną, myślenie nam utrudniając, wyniki pracy naszego mózgu bywają zupełnie karykaturalne. Spośród wielu rodzajów takich niesprzyjających okoliczności przedstawię dziś dwa. Zdolność krytycznego myślenia tracimy między innymi wtedy, gdy znajdujemy się wśród wielu nieznanych sobie osób, oraz gdy mamy do czynienia z tzw. autorytetem.

Efekt stada

Gdy wśród obcych ludzi nie jesteśmy pewni, jak się zachować, to obserwujemy innych i jak bezwolne marionetki robimy to, co oni. Nie mamy śmiałości użyć własnego rozumu. Czasem postawa taka zdaje egzamin, czasem jednak jej konsekwencje są fatalne. Prasa, nie tylko w Polsce zresztą, nieustannie donosi o szokujących i niezrozumiałych sytuacjach, w których np. ktoś umiera na atak serca w biały dzień na zatłoczonym placu, gdyż żadnemu spośród kilkuset przechodniów nie przyszło do głowy, żeby mu pomóc. To właśnie taki przypadek, w którym obecność innych odebrała rozum wszystkim. Wyobraźmy sobie, że sami byliśmy w tym biernym tłumie. Czemu nie udzieliliśmy pomocy? Ponieważ patrzyliśmy na innych i widzieliśmy, że nikt nic nie robi, a zatem pewnie wszystko jest w porządku – tylu ludzi naraz nie może się mylić. Tymczasem ci inni byli tylko naszym lustrzanym odbiciem: patrzyli na nas i nie reagowali na zdarzenie dlatego, że my też nie reagowaliśmy. My zaś byliśmy ich odbiciem: nie zrobiliśmy nic, bo oni nic nie robili. Tak działa tragiczne koło bezmyślności. Po każdym takim wydarzeniu gazety prześcigają się w moralnych tyradach i gromią nas za naszą haniebną znieczulicę. Pragnę Państwa uspokoić: nasza rzekoma znieczulica jest wymysłem dziennikarzy, nie zawsze rozumiejących istotę zjawisk. Rzetelne badania wykazują bowiem, że w sytuacjach, w których jest dla nas jasne, że oczekuje się od nas pomocy, gdy jesteśmy sami i tylko my jej możemy udzielić, praktycznie zawsze z niezbędną pomocą spieszymy. Dopiero w stadzie tracimy rozum.

Efekt pasterza

Ogłupiającą rolę stada może na siebie przejść jego przewodnik. Przeważnie bowiem postępujemy tak, jak każe pasterz – osoba, o której sądzimy, że lepiej od nas wie, co mamy robić, czyli tzw. autorytet. I znów – trzymanie się wytycznych autorytetu jest często zachowaniem sensownym. Nie zawsze jednak. Badania dowodzą naszej bezkrytycznej uległości wobec autorytetów, z tragicznym często skutkiem. Dowiedziono, że 95 procent pielęgniarek wykonuje polecenie lekarza nawet wtedy, gdy wiedzą one, że jest to polecenie błędne. Znany jest przypadek pisemnej dyspozycji podania pacjentowi kropli do uszu. Lekarz popełnił w niej głupi bład literowy, przez co wyglądała ona na zalecenie podania tych kropli doodbytniczo, zaś wykwalifikowana siostra ten absurdalny zabieg przeprowadziła! Uznała, że doktor nie może się mylić. Pewne eksperymenty amerykańskie dały inny przerażający wynik: załogi samolotów, same dobrze się znające na sztuce pilotażu, wykonają każde polecenie swego kapitana, nawet najgłupsze, czy wręcz samobójcze. Raczej zginą wraz z pasażerami, niż zwątpią w nieomylność szefa. Gdy mamy do czynienia z trudną sprawą, dobrze jest mieć eksperta w pobliżu. Jego uspokajająca obecność nie zwalnia nas jednak z obowiązku samodzielnego myślenia.

podziel się na:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp

ZAPISZ SIĘ NA STUDIA

Trwają zapisy na XXXIV edycję studiów podyplomowych "Psychologia Biznesu dla Menedżerów"
START
MARZEC 2020

polecane książki:

SZUKAJ NA BLOGU: